niedziela, 28 października 2018

Kraft to nie zabawa już


Kilka aferek, które miały miejsce w bieżącym roku, rzuciło na rodzime piwne rzemiosło inne światło, niż to w którym oglądaliśmy je do tej pory. Kraft to ludzie - takie hasło skleciono jakiś czas temu i w gruncie rzeczy jest ono uzasadnione. Browary rzemieślnicze z reguły mają swoje twarze, które przewijają się w mediach społecznościowych czy filmach promocyjnych. My, konsumenci, wiemy komu na festiwalu przybić piąteczkę i pogratulować piwa, czego nie można powiedzieć o browarach koncernowych, a nawet regionalnych. 

Producent blisko konsumenta, a więc wszystko wygląda pięknie. Wygląda pięknie do czasu, gdy przychodzi moment rozliczeń za wpadki, a nawet sprawy, powiedzmy, okołopiwne


Jakość produktu a wizerunek


Głośno w ostatnich miesiącach było o Artezanie, który od lat w środowisku jednogłośnie uznawany jest za top polskich browarów. W kwestii piw wadliwych czy wybuchających, część browarów wręcz nas rozpieściła błyskawicznie odpowiadając na zarzuty przeprosinami, wycofywaniem warki z rynku, a niekiedy rekompensatą w postaci darmowego piwa. Podobnego ruchu oczekiwaliśmy więc od Ojców i jak wiadomo w tym momencie nastąpił strzał w stopę. 

OK, ten temat został już przewałkowany. Pech chciał, że od osoby zainteresowanej swego czasu wyciekły też pewne informacji dotyczące konfliktu wśród udziałowców, a więc coś, co normalnie zostaje w środku. Pokłosiem tego była też najwyraźniej nieobecność browaru Łańcut na festiwalu w Warszawie. Nie mnie oceniać, która strona ma rację, zwłaszcza że na dobrą sprawę mało o tym wszystkim wiemy, natomiast warto przypomnieć, że społeczność zareagowała na te wieści bardzo żywiołowo i z wielką troską o tego mniejszego. 

To są właśnie te chwile, kiedy trzymanie geeków blisko browaru odbija się w bardzo bolesny sposób. Zwróćcie uwagę, że tu nie chodzi o jakość piwa i Jeż wcale nie wypadł z tej jakościowej, przecierającej szlaki czołówki. Odnoszę jednak wrażenie, że wizerunkowo w ostatnich miesiącach stracił bardzo dużo. 

Jest też oczywiście casus browaru (czy może już raczej projektu) Rockmill, który pojawił się niedawno. Choć blogerską brać uciszono błyskawicznie i obecnie strach już tę sytuację wyjaśniać, to mam nadzieję, że nie ma takiej potrzeby. Wyciekło wystarczająco informacji, by większość geeków postawiła na tej marce krzyżyk, choć pozostali właściciele póki co raczej zamierzają swoją przygodę z kraftem kontynuować. Najbliższe premiery będą prawdopodobnie jeszcze dziełami tych dwóch cenionych głów, które właśnie odrąbano, więc nie spodziewałbym się nagłego spadku jakości. Pytanie brzmi: co dalej? 

Zależy, jak bardzo ludzie z góry siedzą w piwnym rzemiośle i czy w ekipie pojawi się choćby kumaty piwowar. Raczej mało kto wierzy w zachowanie wysokiej jakości przy dalszych warkach, ale jeśli rzeczywiście uda się utrzymać tę markę w czołówce i dostaniemy ciekawe rzeczy, to co w takiej sytuacji powinien począć piwny geek? 


Miejsce konsumenta


Zmierzam do tego, że obecny rok jak żaden wcześniej pokazał, że browary rzemieślnicze to nie tylko zabawa pasjonatów, ale niekiedy bardzo brutalny biznes, który kontrastuje z wizerunkiem kreowanym do tej pory. Faktem jest, że im marka silniejsza, tym łatwiej o wewnętrzne konflikty, ale krąży mi po głowie pytanie, jak my jako konsumenci powinniśmy na to patrzeć? Interesuje Was tylko piwo czy również kto je produkuje i co ma za uszami? Czujecie wewnętrzną troskę o to, co dzieje się w środku browaru, czy powinniśmy na to przymykać oczy i po prostu cieszyć się dobrym piwem? Nasze zainteresowanie aferkami jest uzasadnione, czy jednak wkręcamy się w to wszystko zbyt mocno i browary słusznie się od nas odcinają? 

Ja niestety nie znam odpowiedzi, ale mam jednocześnie takie odczucie, że obraz wyluzowanej kraftowej rodziny (której konsumenci przecież też chcą być częścią) trochę nam się rozmywa i obecnie można już na to patrzeć bardziej przyziemnie. Nazwijmy to strategią marketingową. I choć nie byłoby na miejscu wrzucanie wszystkich do jednego wora, to jak wiadomo na tej stosunkowo niewielkiej scenie fuckupy jednych mogą się odbić na drugich. Może jest tu jakieś pole do dyskusji, więc jeśli macie coś do dodania, to zapraszam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz