Styl: Imperial Stout
Ekstrakt: 24,0% wag.
Alkohol: 10,0% obj.
Zawiera: słód jęczmienny, żyto palone, pszenicę paloną, jęczmień palony
Najlepiej spożyć przed: 12.2018
pasteryzowane, niefiltrowane
Golem jak zawsze rzuca na etykiecie hasłem, które prosi się o wygooglanie. Ciekaw jestem, co jeszcze skrywa folklor żydowski, ale ta historia pasuje mi do uczciwego RIS'a. Piwo jeszcze całkiem świeże, obiecujące i zbierające bardzo pozytywne opinie. Nie jestem tym jednak zaskoczony, bo poznański kontraktowiec ma w ofercie bardzo dobre trunki i w miarę możliwości staram się być na bieżąco z nowościami.
Pierwsze piwo Golema w porcji 330 ml. Zdecydowano się na klasycznego bączka. Może z konieczności biorąc pod uwagę, że Lilith uwarzono w Czarnkowie, ale ja lubię te butelki i cieszę się, że rzemieślnikom jeszcze zdarza się z nich korzystać. Etykieta to tylko awers, więc nie wciśnięto tam zbyt wiele informacji - brak opisu, niesprecyzowany skład, formalności. Graficznie przyzwoicie, jest tu jakiś pomysł i dwa kolory pasują do stylu. Jakość papieru też ujdzie, bo nic się nie odkleja i nie boli w oczy. Kapsel czarny. Nie jest źle, ale od czołówki jednak odstaje.
W szkle natomiast czarno - chyba mogę to śmiało napisać. No nie widzę prześwitów. Piana wymuszona i skąpa, w apetycznym kolorze ciemnego beżu. Wkrótce pozostaje po niej obrączka i nieliczne ślady na szkle.
Ludzie, ale popiół... No nie jest to RIS dla początkujących. I ja to szanuję. Myślę, że jeden z ciekawszych krajowych reprezentantów stylu i piwo przekraczające pewne granice. Jest takie, kurde, przyjemnie nieprzyjemne. Można jeszcze dać mu się nieco ułożyć, bo trochę drapie, ale mimo wszystko - brawa dla Golemów.
Ocena: 8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz