Mała pauza od piwa. Wpisy o miodach pitnych całkiem nieźle się klikają, więc cieszę się, że są wśród Was osoby zainteresowane tematem. Przy całej mojej sympatii do trójniaków czy czwórniaków, to oczywiście ciężkie miody królewskie w teorii oferują najwięcej, więc Lubelski po prostu musiał się znaleźć na blogu.
Tym razem nie szkło, a przepiękna, półlitrowa kamionkowa butelka. Tak zapakowane miody są znacznie droższe, ale jeśli chcecie zrobić komuś prezent, to z pewnością w tej postaci zrobi większe wrażenie. Są tłoczenia w postaci plasterka miodu oraz napisów: na froncie MIODY POLSKIE - 1000 LAT TRADYCJI, a przy dupce logo spółdzielni. Etykieta wraz z kontrą nieźle się w to wpasowuje i ponownie są utrzymane w tym szlacheckim sznycie. Główny zarzut to jak zwykle mało informacji (np. o dodatku) i brak czegoś w postaci zachęcającego opisu.
Barwa bursztynu, nawet takiego jaśniejszego. Porusza się to w szkle dosyć leniwie i przy okazji zostawia na ściankach dłuuugie, trwałe nogi.
Bardzo zbalansowany i szlachetny napitek. Po pierwszym łyku chyba mogę stwierdzić, że dla mnie smaczniejszy od Jadwigi. Wyrazisty, słodki, ale jednocześnie delikatny, nie ma tu jakiejkolwiek szorstkości czy nachalności. Nieco wyklejający, okrągły, misiowaty taki... W smaku wyważone ilości miodu, wina z owoców leśnych i akcentów kwiecistych. Przy przełykaniu praktycznie nie drażni, choć naturalnie czuć tę moc. Finisz świetny i poniekąd balansujący początkową słodycz - stopniowo ulatniają się w nim owoce, a pozostaje ta wanilia i świeże orzechy.
Lubelski to wyborny półtorak. Na pewno nieco inny od Jadwigi, jakby bardziej dojrzały, ułożony, mniej owocowy. Świetnie schowano tu alkohol, jakby poleżał sobie nieco dłużej od kolegów i dojrzał. Na pewno kiedyś do niego wrócę, a Wam serdecznie polecam dać mu szansę.
Spółdzielnia pszczelarska APIS w Lublinie
Alkohol: 16,0% obj.
Dodatki: sok z owoców runa leśnego
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz