sobota, 14 kwietnia 2018

Sus Scrofa z browaru Łąkomin


Znajdujący się nieopodal zachodniej granicy browar Łąkomin coraz odważniej sobie poczyna i w ostatnich miesiącach przewinęło się w okolicznych sklepach trochę mocarzy spod ręki tego rzemieślnika. Warto przy okazji nadmienić, że kilka dni temu zapowiedziano RISa leżakowanego w beczce po miodzie pitnym, a więc zaczyna się też przecieranie nowych szlaków na rodzimym rynku. Na to jednak przyjdzie jeszcze chwilę poczekać, więc sięgam po coś, co miałem akurat pod ręką, a jednocześnie zapowiada się wspaniale - imperialny porter bałtycki

Sus Scrofa to, jak można się po etykiecie domyślić, łacińska nazwa dzika. Moim zdaniem nie do końca sprawdza się jako nazwa produktu, bo miałem problemy z jej zapamiętaniem. A do etykiety wracając... Jest niezła i może nieszczególnie piękna, ale jednocześnie odpowiada regionalno-swojskiemu charakterowi Łąkomina. Na odwrocie, prócz pełnego składu i sensownego opisu zawartości bączka, znajduję się kilka słów o browarze i jego niecodziennym umiejscowieniu, co też wprowadza klienta w odpowiedni klimacik. 


Później zauważam, że brakuje tu daty ważności. Wiem, że producenci praktykowali dopisywanie jej ręcznie, więc mogła się po prostu zmazać. Osobiście jestem w stanie bez tego żyć, ale warto dopracować system, by nie podnosić ciśnienia urzędasom. 

Piana jest tu bardzo obfita, zauważam nawet lekki efekt kaskadowy, ale też ze względu na dziury i przeciętną trwałość nie mogę napisać, że końcowy efekt wygląda jak na azocie. Strumyk z kolei był przejrzysty i stosunkowo jasny, brązowy. 

Kojarzycie te czekolady nadziewane karmelem czy toffi? No to to pachnie mniej więcej tak, ja one smakują - mocno, zdecydowanie i słodko. No i przyjemnie, nie da się ukryć. To jednak dopiero pierwsze niuchy i dosłownie po chwili wychodzi taka konkretna śliwka, również na słodko, ale jeszcze nie suszona. Dojrzała po prostu. Można tutejsze składowe podciągnąć też pod ciemne ciasto, rodzynki czy melasę. Jest fajnie.

Sus Scrofa to rzecz satysfakcjonująca w odczuciu. Być może nie aż tak gęsta, jak Balling sugeruje, ale z pewnością gładka i przyjemnie wyklejająca jamę ustną. Nagazowanie, powiedziałbym, w sam raz, czyli drobne i o niewielkim stężeniu. W smaku konkretna pełnia i KONKRETNA słodycz. 


Można tu wyłuskać przede wszystkim śliwki w czekoladzie, a mam nawet wrażenie, że do tego oblane miodem. I nie zrozumcie mnie źle - jest to słodycz przyjemna i z grubsza okrzesana, mimo swojej intensywności. Dalej rodzynki, daktyle, melasa, toffi, a także świeży pumpernikiel. Łakocie i witaminy. Przydałoby się tu trochę równowagi i choć goryczka nie wybija się specjalnie (co też moim zdaniem nie powinno mieć miejsca), to jest zaznaczona i nadaje niezłego balansu. Po niej przychodzi długi aftertaste, który to dokłada do słodyczki delikatnie goryczkową nutę kawy, a także równie subtelną skórkową cierpkość. 

Nie jest to wybitnie degustacyjny napój, głównie ze względu na wspomniane braki w cielistości, choć zdecydowanie pozostaje intensywne. W miarę picia stwierdzam, że może jednak troszkę za słodkie, bo jednak solidnie się odkłada na gębie. Jest też nieźle ułożone i mimo, że alkohol odzywa się delikatnie w trakcie spożywania, to nie rani przełyku. Można pić. 

Koniec końców jako miłośnik stylu jestem zadowolony i jest to dla mnie piwo godne polecenia, o ile Wasze organizmy wchłaniają bez problemów solidne dawki porterowej słodyczki. Łąkomin warto mieć na oku i ciekaw jestem co wyszło z tego miodowego RISa. 


Browar Łąkomin 
Styl: Imperial Baltic Porter 
Ekstrakt: 25% wag. 
Alkohol: 11% obj. 
Składniki: woda; słody (pilzneński, monachijski I, Caramunich I, Caraaroma, Carafa III); chmiele (Marynka, Lubelski); drożdże Saflager W34/70 
niepasteryzowane, niefiltrowane

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza