środa, 5 września 2018

Pina Chocolada z browaru Hopito


Jak widzicie nie wytrzymałem długo bez świeżaka Hopito, co jest o tyle dziwne, że przy ostatnim spotkaniu właściwie nie straciłem ani jednej ze swoich czterech liter. A szkoda, bo składam dzięki za każdy utracony kilogram ciała, ale mniejsza już o to. Doceniam nietuzinkowe pomysły związane z piwem - od fikuśnych chmieli, przez dodatek śledzi i boczku, pomijając może jedynie bakterie sromowe. Pina Chocolada wygląda właśnie na taką potencjalną niespodziankę, a o takie w tym bagienku coraz trudniej. 

Mamy tu kolejną interpretację niesłusznie znienawidzonego przez niektórych stylu Milkshake IPA. Znienawidzonego do tego stopnia, że ostatnio go uśmiercono, więc cóż mogę skrobnąć... Śpieszmy się kochać ciekawe piwa. W tym przypadku podnieciłem się przede wszystkim dodatkami w postaci rzadko wykorzystywanego ananasa oraz, ciekawostka, ziaren kakaowca. Brawa za odwagę, bo to nie jest oczywiste połączenie. Do tego naturalnie laktoza i wygładzające całość płatki. 


Pina Chocolada 


Etykieta sama w sobie też zachęciła mnie do zakupu. Pomysł na tę linię jest prosty, ale wykonanie niezwykle zgrabne i ktoś tu po prostu kuma bazę. Trochę danych, krótki opis, nie do końca sprecyzowany skład i w sumie tyle. Czasami nie trzeba dużo, by zrobić wrażenie.

Piwko jest złociste, opalizujące, zachęcające. Piana nieco mydlana, ale wstydu nie przynosi. 


Przyjemny, świeży i naturalny aromat ananasa z chęcią wydobywa się ze szkła. Nie jest to słodki syrop z puszki, nie jakieś dżemy, a po prostu owoc - zarówno ze sporą dawką słodyczy, jak i delikatną kwasowością. Laktoza raczej stonowana, ale ta nutka jest tu obecna i w takim stężeniu raczej nikogo nie wystraszy. No ale ten... gdzie jest to kakao? 

Znając już po trochu filozofię Hopito spodziewałem się przystępnego piwka i takie też tu otrzymuję. Jest łatwe w odbiorze, przyjemne, z dobrze zaznaczoną obecnością ananasa. Odbiór ułatwia po części gładkość i niskie nasycenie - pod tym względem znowu bez zarzutu. 


Jest słodko, ale i bez przesady. Brakuje też trochę charakterystycznej mleczności, co niektórych ucieszy, a mnie trochę boli, aczkolwiek dolewka z osadem poprawia ten aspekt. Kakao na wejściu też jest schowane, ale nie brakuje z pewnością tego ananasa, który całość dodatkowo zaokrągla i dopełnia. Ładnie komponuje się z profilem chmielowym, który też gdzieś na drugim planie wprowadza żółte owoce i nieco cytrusów. 

Goryczka niewielka, choć jak na szejka i tak nieźle zaznaczona. Kojarzy mi się ze skórkami cytrusów. Finisz jest delikatnie ściągający, jakby odowocowy. Przyjemny i skręcający też delikatnie na wytrawną ścieżkę. Wydaje mi się, że da się tu wychwycić kakaowe echo, ale jest to nuta na granicy autosugestii. Liczyłem na więcej. 


Całościowo smaczne piwo owocowe. Nie do końca milkszejk, nie do końca kakałko, ale ma przynajmniej ten ciekawy dodatek od Matki Natury, który może już kusić. Chciałbym je kiedyś powtórzyć i mam nadzieję, że przy ewentualnych przyszłych warki podciągnie się tu to, co zapowiada etykieta. Poza tym czuć, że robił to ktoś z głową, bo w zasadzie pod każdym innym względem jest dobrze. 


Browar Hopito 
Styl: Pineapple & Cacao Milkshake IPA 
Ekstrakt: 15% wag. 
Alkohol: 6,3% obj. 
Składniki: woda; słody jęczmienne, słody pszeniczne, płatki owsiane, płatki pszenne; chmiele; drożdże; dodatki (pulpa ananasowa, sok z ananasa NFC, laktoza, ziarna kakaowca) 
Najlepiej spożyć przed: 9.03.2019 
pasteryzowane, niefiltrowane

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza