W ostatnim facebookowym głosowaniu zdecydowane zwycięstwo odniósł Bartnik, więc napaliliśta się na tego Braggota konkretnie. Polskich przedstawicieli miodowo-piwnej hybrydy nadal można zliczyć na palcach jednej ręki, a Profesja wykręciła póki co chyba egzemplarz najgrubszy - 14% alkoholu, 28% ekstraktu. Głębokie odfermentowanie zwiastuje napitek nie tak znowu ulepkowaty, co nawet delikatnie mnie martwi.
Najwyraźniej pewna, bo opakowanie krzyczy z półki, że w środku skrywa nie byle szajs. Mam co do niego mieszane uczucia. Świetny kartonik, jakiś taki pojemniejszy i solidniejszy od obecnych na rynku dotychczas, natomiast od strony graficznej do mnie nie przemawia. Mało subtelny pattern w postaci tego pszczelego plastra w mrocznym wydaniu, który budzi u mnie jakieś takie skojarzenia z informatyką, komputerami i cyberprzestępczością. Okładka książki Kevina Mitnicka mogłaby wyglądać podobnie. Fonty nieciekawie, opis niewyjustowany - lekko mnie to mierzi. Sytuację jak zwykle ratuje krasnoludek i ta kreska już wyjątkowo mi leży.
Na etykiecie za wiele się nie zmieściło i może to i dobrze - gustowna czerń, akcencik graficzny, trochę tekstu. No i spoko, butelka też ładna. Zamknięcie na szeroki kapsel, w tym przypadku czarny.
Ogólnie niby tak, ale nie do końca. Przesypuję zawartość do szkła.
Jak już sycząca, niezbyt apetyczna piana znika z powierzchni napitku (co nie trwa długo), przypomina to w sumie taki konkretny miód królewski. Na przykład taką Jadwigę, z tym że porusza się w szkle trochę mniej leniwie, ale barwa soczystego bursztynu się zgadza.
Jest to, kurde, nagazowane konkretnie. Takie mniejsze bąbelki, ale w dużym stężeniu - nie przepadam za tym i odbiera mi trochę przyjemności ze smakowania, natomiast nie trwa wiecznie. Po lekkim odgazowaniu można cieszyć się wyraźną pełnią i miodową w odczuciu, jednocześnie nieprzesadzoną słodyczą. Jest wielokwiat, jest ciasteczkowo-zbożowa słodowość, są jakieś daktyle, figi, może suszone śliwki. Szkoda, że nie jest odrobinę gęściej, natomiast nadmierne czepianie się tego ciała byłoby już upierdliwe. Wodniście nie jest.
Goryczka jako taka się nie zaznacza swojej obecności, natomiast wydaje mi się, że ten Admiral jednak wtopił się w to wszystko i dyskretnie przełamuje słodki wstęp na finiszu. Jest mniej słodko, wciąż miodowo, ale idzie za tym subtelna ziemistość, może minimalna ziołowość. No i trzyma się to pyska dosyć długo, zdecydowanie w przyjemny sposób. Alkohol oczywiście zaznaczył swoją obecność i trunek solidne rozgrzewa przełyk - moim zdaniem nieco zbyt ostro, choć jest to jeszcze do przełknięcia.
Wbrew pozorom całkiem nieźle pijalne. Po opróżnieniu butli chciałoby się jeszcze szklaneczkę, a pod deklem już zaczyna szumić
No i gdzieś tak od połowy stwierdzam, że warto dać mu się SOLIDNIE ogrzać. Robi się gładszy, misiowaty i jeszcze przyjemniejszy.
Podchodziłem do Bartnika nieco sceptycznie, no ale... obronił się. Zakupu nie żałuję, choć dupę mam jeszcze przy sobie. Profesja upichciła smacznego Braggota, który z pewnością uprzyjemni Wam chłodniejszy wieczór. Z dotychczasowych rzemieślniczych propozycji smakował mi najbardziej, a to już coś.
Z wyrazami szacunku,
siedem i pół na dziesięć
Dobra okazja, by przypomnieć szlagiera. |
Browar Profesja
Styl: Braggot
Ekstrakt: 28,0% wag.
Alkohol: 14,0% obj.
Składniki: woda; słód jęczmienny (pilzneński, wiedeński, Aromatic, Crystal Oak, Amber, Special X); dodatki (miód lipowy i wielokwiatowy, cukier trzcinowy); chmiele (Admiral); drożdże Scottish Ale
Najlepiej spożyć przed: 30.09.2018
niefiltrowane, niepasteryzowane
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz