poniedziałek, 3 kwietnia 2017

HYPNOS Belgian American RIS - 50 twarzy piwa


Krótka przerwa w blogowaniu spowodowana przeziębionkiem. Nie będę Wam tu smucił, że aromat nikły, skoro w nosie ciała obce. Wracam z Hypnosem - olimpijskim bogiem i uosobieniem snu. A w interpretacji zasłużonych rzemieślników stał się nietypowym RISem. Z zaciekawieniem śledzę tę grubą serię Olimpu i z dotychczasowych piw byłem więcej niż zadowolony. Jej końca na razie nie widać, ale jak Zeus pozwoli postaram się wszystko zaprezentować na blogu. A co. 

No ale cóż tu takiego nietypowego? Hypnos to Belgian American RIS - w składzie widnieją nowofalowe chmiele Chinook i Amarillo (mam nadzieję, że sypnięto ich od serca), a całość przefermentowano drożdżami FM 21, stosowanymi raczej w belgijskich stylach. Jest i popularny ostatnio cukier Muscovado, który też co nieco do ciemniaków wnosi. 

Opakowanie to olimpijski standard, a więc bączek z tłoczeniem butelka bezzwrotna i niezbyt precyzyjne lakowanie woskiem. Wiem, że to bajer, ale wypada dopracować. Etykieta ładna, w znanej chyba już wszystkim stylistyce. Nieco się różni od większości, bo brak tu wyraźnego motywu przewodniego, takiego oczołapa, ale podoba mi się. Opis, pełny skład, jakieś formalności. Na plus. 

W szkle wygląda to na czarne, ale strumyczek w trakcie nalewania był jednak raczej ciemnobrązowy. Pianka ni to beż, ni to krem. Niewysoka, ale trwała i solidnie brudząca szkło.

W porównaniu z większością rodzimych RISów, Hypnos na pewno prezentuje się pod względem aromatu bardziej nietuzinkowo. Na pierwszy niuch konkretnie to nachmielono, bo słodkie cytrusy potrafią tu nawet dominować nad resztą. Przy drugim niuchu wyłazi praca drożdży - słodkawo, korzennie, przyprawowo, może z odrobiną gumy balonowej. W połączeniu z podbudową w postaci ciemnych słodów, daje to fantastyczny efekt maminych wypieków. Ciemne, solidnie przyprawione ciasto z dodatkiem rodzynek moczonych w rumie. Mózg mi dziś pracuje na wysokich obrotach. 

Pod względem konsystencji nie jest to może zużyty olej z mojego starego forda, ale wodnistości na szczęście też udało się uniknąć. Wstydu nie ma, mogło być lepiej. Gładkie piwko, niewiele bąbelków. A w smaku wyraziste i ciekawe. Dosyć słodkie, z dominującym ciastem czekoladowym i pralinką. Delikatna kwaskowość kojarząca się z sokiem pomarańczowym nawet nieźle się z tym komponuje. Belgijskie drożdże początkowo raczej schowane, nieco tylko doprawiające całość garstką przyjemnych fenoli. Goryczka najwyżej średnia, a liczyłem na nią. Na plus można jednak przypisać jej wyraźniej chmielowy charakter - grejpfrucik jakiś czy albedo, no spoko. Finisz należy już do Belgów i przybliża Hypnosa do jakiegoś, powiedzmy, fajnego Quadrupla. Jest tu solidny akcent palony, jak i czarna kawa, ale są konkretnie przeplecione przyprawami korzennymi. Zwłaszcza retronosowo uderzają mocno drożdże. Alkohol jest nieźle ukryty - konkretnie rozgrzewa, ale raczej nie drażni. 

Ciekawe, nieco eksperymentalne piwo. Smaczne i udane, daje mi to, co obiecywało. Mimo braku potężnej goryczki zapisuję je w pamięci jako stosunkowo agresywne i wyraziste. Inną kwestią jest to, że wolę RISy w nieco bardziej klasycznym wydaniu. Ten na pewno znajdzie swoich fanów, ale specyficzny charakter raczej podzieli ludzi. Spróbujcie. 

A Olimp niech się bawi w te mocarze. 

Ocena: 7/10


Styl: Belgian American RIS
Ekstrakt: 24,0% wag.
Alkohol: 9,5% obj. 
Goryczka: 86 IBU
Składniki: woda; słody (pilzneński, Abbey Castlemalting, monachijski, pszeniczny prażony, Special B, karmelowy 600, Carafa III Special); chmiele (Chinook, Amarillo), dodatki (płatki owsiane, jęczmień prażony, cukier Muscovado); drożdże FM 21 Odkrycie Sezonu
Najlepiej spożyć przed: 1.04.2019
niepasteryzowane, niefiltrowane

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza