Ekstrakt: 12,0% wag.
Alkohol: 5,0% obj.
Goryczka: 40 IBU
niepasteryzowane, niefiltrowane

Ta główna seria jakoś nie zachwyca mnie opakowaniem. Trochę dziwny krój etykiety, graficznie nie za wiele się dzieje. Dużo bardziej podobał mi się wspomniany wyżej Czech Point, no bo z jajem to było. Nie mogę jednak odmówić ogólnej schludności i jakości materiału. Na odwrocie przedstawienie stylu, sprecyzowany skład i dodatkowe informacje. Kapsel firmowy. Niby dobrze, a jednak może być lepiej.
W szkle Szycha jest złocista i leciutko zamglona. Wysycenie elegancko pracuje i bawi oczy. Piana obfita i zbita, jak na rasowego pilsa przystało. Dosyć trwała, trochę koronkuje. Opada do solidnego kożucha. Ładnie.
Pachnie to to wyraźnie i ładnie. Jest słód pilzneński, a zaraz za nim zboże, siano i trochę kwiecistej chmielowości. Może nawet jakaś skórka z cytrusów, bo jest taka orzeźwiająca nuta. Dosyć słodko, ale jednocześnie świeżo i rześko. Takie pilsy mogiem wąchać.

Jednak nie ma co porównywać tego z Polką, bo czuć inną półkę cenową. Nauczycielkę też przebija. Obok reprezentanta Kraftwerku najlepszy klasyczny pils od rzemieślników, jaki piłem, choć tamci zrobili bardziej niemieckiego. Czech Pointa nie liczę, bo to już raczej zabawa stylem, ale warto jeszcze raz zaznaczyć, że świetny i także redenowski. Śląsk umi w klasykę. Polecam.
Ocena: 8,0/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz