piątek, 4 marca 2016

[Birbant] Double Robust Porter (leżakowany) - Recenzja piwa

Uwarzone w Browarze Witnica 
Styl: Double Robust Porter 
Ekstrakt: 18,1% wag. 
Alkohol: 7,8% obj. 
Goryczka: 49 IBU
Skład: woda, słody (karmelowy, pilzneński, monachijski, cafe light biscuit, czekoladowy), drożdże US-05, chmiel (tomahawk, magnum, fuggles, challenger) 
Data ważności: 10.09.2015 (I warka?)
pasteryzowane, niefiltrowane 


Nie, nie kupiłem nowego Birbanta. Nadal nie ufam. To znaczy kupiłem, ale dawno, zanim się obraziłem. Akurat to piwo wyszło bardzo dobrze i drugiej butelki nawet nie miałem zamiaru leżakować, aaaale pojawiły się inne piwa i jakoś znalazła się w piwnicy. Prawie pół roku po terminie, toteż postanowiłem sprawdzić, co tam się zadziało. Pewnie można śmiało starzeć to piwo przez dłuższy czas, ale cóż... Kusi. Mamy w składzie całkiem ciekawy zestaw chmieli, które po takim czasie raczej nie powinny dawać znaku życia. Oczekuję przede wszystkim dobrze ułożonego alkoholu (z którym w świeżynce chyba nie było i tak problemów), porządnego kopnięcia ciemnych akcentów i może nutki (szlachetnego) utlenienia. 

W tamtych czasach Birbant miał jeszcze kapsle bez logo, więc i tutaj butelkę zdobi czarnuch. Etykieta z tych okrągłych, co to Golem teraz takie stosuje. Nienajlepszy papier, aczkolwiek nic się nie odrywa i nie fałduje, więc spoko. Obrazek? No jest jakiś pomysł z tymi kudłami, aczkolwiek pięknym trudno to nazwać. W tym egzemplarzu taki niby Samuel L. Jackson z Pulp Fiction, więc sam nawiązałem do scenki z kawą, ale nie miałem żółtego kubka, sory. Hamburgera też nie miałem. Kontra dosyć brzydka; mogli się chociaż fontami pobawić. Skład kompletny, podstawowe informacje i tyle. Tak sobie. 

W trakcie przelewania piwka do szkła tworzy się naprawdę spora piana w kolorze kremowym. Zbudowana jest głównie z drobnych oczek, gdzieniegdzie przeplatanych średnimi, choć i takie grubsze potrafią ją szpecić. Przeciętna trwałość, jednak nie znika całkowicie i fajnie zdobi ścianki naczynia. Jak na ten woltaż jest przyzwoicie. A, no i sam trunek jest ciemnobrunatny i dosyć wyraźnie przepuszcza refleksy, choć oczywiście za dużo sobie przez niego nie pooglądamy. 

Aromat z butelki był niepokojąco nikły, jednak z pokala na szczęście do nosa dochodzą już wyraźne akcenty kawowe i palone. Dominuje tu jednak przede wszystkim owocowość i jestem w lekkim szoku, że piwo pół roku po terminie atakuje mnie tak wyraźną śliwką. Po zamieszaniu budzi się w tym w końcu kakao, i to wcale nie takie słabe. W miarę ogrzewania kawa zyskuje taki kwaskowaty charakter, ale tylko trochę, więc nie jest to nieprzyjemne dla nozdrzy. Dopiero w połowie picia doszukuję się jakiegoś feleru, chyba taki ciepło-maślany diacetyl, ale łatwo się ulatnia.

Niskie nagazowanie. Chyba nawet troszkę za niskie i uciekło w obfitą pianę, a nie nalewałem przecież agresywnie. Niezłe ciało, uczciwa osiemnastka. Całość co najwyżej półsłodka, troszkę kwaskowa, ale mi to odpowiada. Tu z kolei rządzi już kakao marki z wiatraczkiem i mała czarna, może nieco doprawione lukrecją, więc miłośnicy słodszych porterów nie do końca się ucieszą, ale ja jestem otwarty. Owoce w postaci rodzynek i suszonych śliwek są tym razem daleko w tyle, jednak spokojnie można się ich doszukać, zwłaszcza retronosowo. Goryczka taka tam, niska, raczej kawowa. Przechodzi w świetny, długi i wyraźny finisz złożony z tego gorzkiego kakao i kawki, lecz tym razem zbożowej. Alkohol nawet specjalnie nie rozgrzewa, a mamy zamiast tego zdradliwą pijalność.

Idzie to ewidentnie w dobrą stronę, więc kto ma, ten może trzymać. Jeśli smak jeszcze porządnie przejdzie tą śliwą, to będzie bajeczka.

Ocena: 8/10 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza