Styl: American Amber Ale
Ekstrakt: 12,5% wag.
Ekstrakt: 12,5% wag.
Alkohol: 5,0% obj.
Goryczka: 37 IBU
Pasteryzowane, niefiltrowane
Etykieta to trochę pójście na łatwiznę, bo mamy tu po prostu zdjęcie mostu Golden Gate. W połączeniu z przemyślanym fontem i logiem browaru tworzy ono jednak przyjemny, czilałtowy klimat. Moim zdaniem lepiej w tę stronę, niż kombinować, jak koń pod górą. Na odwrocie znajduje się opis trunku i wszelkie dane w towarzystwie takich kropek a'la Doctor Brew. Całość schludna, prosto naklejona... No nieźle. Bez polotu, ale z głową. Wywalamy czarny kapsel.
Nasz rarytas nalewa się ze średnią, lekko kremową pianą. Przez chwilę pieści oczy ładną budową, jednak z trwałością jest już gorzej i dosyć szybko opada do niepełnej mgiełki. Na pocieszenie pozostaje nam skromna firanka na ścianach szkła. Samo piwo jest bursztynowe i klarowne, jednak dolewka przynosi już te niezbyt apetyczne farfocle.
W aromacie można znaleźć w sumie wszystko, czego należy oczekiwać od tego stylu. Wyraźnie zaznaczona słodowość w postaci karmelu i biszkoptów zdaje się dominować, choć trzeba przyznać, że chmiel robi w tle bardzo fajną robotę. Są słodkie cytrusy (mandarynka, pomarańcza), trochę dojrzałej brzoskwini, a na końcu znowu cytrusowo, tylko bardziej w klimacie skórek. Całość dosyć intensywna i niczego nie musiałem się doszukiwać. Dobra robota.
Bardzo solidny AAA. Można poprawić to i owo, jednak ewidentnych wad nie znalazłem. Nie sposób też odmówić bardzo przyjemnego aromatu i pijalności. Nie wiem jak z dostępnością w innych miastach, no ale przynajmniej już wiecie, że nie ma się czego bać.
Ocena: 7,0/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz